foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Tradycyjnie delegacja Obozu Wielkiej Polski uczestniczyła w tegorocznym Marszu Niepodległości. Pierwsi działacze przybyli już 10 listopada. Zbiórka 11 listopada miała miejsce w biurze OWP w Warszawie, skąd delegacja, wraz z transparentami, udała się na rondo im. Romana Dmowskiego – skąd wyruszał Marsz Niepodległości. Dało się zaobserwować mniejszą frekwencję niż było to w latach ubiegłych.

 

Parami, z naszymi transparentami, kroczyliśmy w Marszu. Na rogu Al. Jerozolimskich z Kruczą byliśmy świadkami, dołączenia do Marszu z bocznej ulicy grupy co najmniej kilkunastu osób w kominiarkach, prawdopodobnie odpowiedzialnej za późniejsze prowokacje. Organizator zadbał o nagłośnienie dzięki któremu były słyszalne pieśni patriotyczne jak Rota a także Mazurek Dąbrowskiego.

 

Przed samym mostem grupa zamaskowanych osób wybiegła z pochodu atakować policję i straż marszu. Stosowaliśmy się do poleceń organizatorów, stojąc w zatrzymanym pochodzie. Przez Most Poniatowskiego przeszliśmy bez większych zakłóceń. Odpalane czerwone race, przez niektórych uczestników Marszu, sprawiły piękną oprawę, zwłaszcza podczas odśpiewania hymnu narodowego.

 

Zbliżając się do zejścia z mostu, ponownie grupa osób wybiegła z pochodu atakując policję. Próbując rozładować napięcie a także innych, przed wybieganiem z Marszu, organizator kilkakrotnie intonował hymn narodowy, który wymaga postawy stojącej. Niestety, dla tej grupy osób nawet Mazurek Dąbrowskiego nie był istotny, aby zatrzymać się i nie atakować służb porządkowych. Po co najmniej kwadransie, kolumna ruszyła dalej, kierując się pod Stadion Narodowy, gdzie była przygotowana scena, jako miejsce zakończenia tegorocznego, dość krótkiego Marszu. Miały miejsce dalsze walki ze służbami porządkowymi. Przyglądaliśmy się z bezpiecznej odległości, dziwiąc się tej grupce ludzi – jaki był cel ich przybycia na ten Marsz. Powodów może być kilka. Mogły to być osoby, których zupełnie nie interesuje Marsz Niepodległości. Równie dobrze mogli iść w jakimkolwiek innym pochodzie – aby tylko było dużo policji, z którą w odpowiednim momencie, będzie można rozpocząć walki. Nie można nie brać także pod uwagę innej ewentualności. Naród jest niszczony, zmuszany do wyjazdu z kraju za chlebem, ledwo wiążący koniec z końcem i buntuje się przeciwko tej władzy, która doprowadziła i dalej kontynuuje to dzieło. A służby policyjne są pierwszym namacalnym przedstawicielem władzy na ulicy. Oni mają mandat od tej władzy. Czy nie jest to reakcja na rząd i odpowiedź kierowana pod ich adresem? Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Zapewne prawda tkwi pośrodku. A więc brali udział w bójkach osoby zupełnie nie interesujące siępochodem, a jedynie możliwością walki a także porwana za ichśladem część uczestników Marszu – którzy w ten sposób próbowali wyładować swe emocje co do rządów i niszczenia Polski. Nie jest naszą rolą ocenianie słuszności takich działań. Nasza delegacja zachowała się w sposób mężny, nie dokładając ręki do anarchii.

 

Lecz czy pewnego dnia, naród już naprawdę nie zostanie zmuszony do wyjścia na ulicę i oderwania „przyspawanych” do stołków politykierów, którzy wszystkim służą, lecz nie temu narodowi? Wtedy nie zawahamy się stanąć po stronie narodu!

       

 

Komentarze obsługiwane przez CComment

Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu ani nawet jednego pokolenia. Należy ona do całego łańcucha pokoleń, wszystkich tych, które były i które będą.
Roman Dmowski