foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


„Opinie polityków o "arabskiej wiośnie", o tym, co teraz dzieje się na Bliskim Wschodzie, mocno się różnią. Orientalista Więcesław Маtuzow skomentował dla "Głosu Rosji" jedną z wypowiedzi Siergieja Ławrowa na ten temat. "Arabska wiosna – to wzejście nasion, które zasiał jeszcze George Bush junior, przedstawiając koncepcję „Wielkiego Bliskiego Wschodu” i demokratyzacji całego tego obszaru" – tak skomentował sytuację na Bliskim Wschodzie w wywiadzie dla „Rosyjskiej Gazety" minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.

 

Oświadczenie to jest radykalnie sprzeczne z tymi ocenami, jakie na temat zachodzących obecnie na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej zdarzeń wydawało i nadal wydaje wielu ekspertów traktujących je jako zupełnie naturalny narodowy odruch. Siergiej Ławrow, wziąwszy pod uwagę jego stanowisko, dysponuje znacznie lepszymi informacjami o charakterze "arabskiej wiosny", niż wielu politologów i obserwatorów. Również tak wyraźne odstępstwo od języka dyplomatycznego mówi bardzo wiele.

 

Jakie fakty lub wydarzenia pozwoliły rosyjskiemu ministrowi na złożenie takiego oświadczenia? Swoją opinię na ten temat wyraził orientalista Więcesław Маtuzow:

 

„Zmiany w składzie kierownictwa politycznego wielu państw arabskich dokonywane były zgodnie z programem opracowanym przez siły zewnętrzne. Obecnie można uzyskać swobodny dostęp do dokumentów potwierdzających tą tezę. Na przykład, Stany Zjednoczone podjęły decyzję odnośnie zmiany wizerunku swojego kraju, żeby pozornie odstąpić od otwartej konfrontacji ze światem islamskim, nakładając „demokratyczną maskę”, lecz tak naprawdę zachowując dotychczasową „antyislamską” twarz. W tym celu wypracowano pakiet posunięć w polityce zagranicznej, których realizacją zajęły się amerykańskie korporacje ponadnarodowe, połączone w ramach specjalnie utworzonej do tych celów organizacji „Business for Diplomatic Action”. W jej skład weszły firmy McDonalds, Rothschild Corporation, American Airlines, Boeing i szereg innych, dobrze znanych spółek. Finansowały one szkolenie na najlepszych amerykańskich wyższych uczelniach obywateli z krajów bliskowschodnich w zakresie metodyki obalania reżimów, niezależnie od tego, czy wydawali się oni sojusznikami Amerykanów, czy też nie”.

 

Oczywiście, chodzi nie tylko o szkolenie ludzi. W Internecie można znaleźć np. materiały w języku arabskim, które instruują jak należy organizować i prowadzić protesty, jak zbierać się na manifestację, jak przeciwstawiać się policji i jakie ubrania zakładać na wiec. To w przypadku, gdy chodzi o mniej więcej pokojowy zamach stanu. Natomiast na wydarzenia w rodzaju syryjskich mogą rzucić światło depesze amerykańskich ambasadorów dostępne na stronie WikiLeaks. W szczególności opisuje się w nich, co przedstawia sobą opozycja, jakie jej odłamy zdolne są do przeciwstawienia się władzom, a jakie nie.

 

Ale dlaczego Amerykanie chcą prowadzić wszystkie te akcje zmian sceny politycznej w świecie arabskim i muzułmańskim? Odpowiedź kryje się chociażby w słynnym powiedzeniu: „dziel i rządź”. Procesy, jakie zaszły w Tunezji, Egipcie, Libii, Jemenie i zachodzące obecnie w Syrii, na długo ograniczą wpływ tych państw na światową politykę. Co więcej, taki los, zgodnie z planem amerykańskich strategów, czeka jeszcze nie jeden kraj. To jest ta sama koncepcja "Wielkiego Bliskiego Wschodu", o której wspomniał Siergiej Ławrow.

 

O kształtowaniu granic nowego Wielkiego Bliskiego Wschodu zupełnie otwarcie mówiła sekretarz stanu USA Condoleezza Rice w 2006 roku, gdy izraelskie lotnictwo bombardowało Liban. Powiedziała wtedy rzecz następującą: "To, co widzimy dzisiaj (w Libanie), stanowi w zasadzie początek bólów porodowych, w wyniku których narodzi się Nowy Bliski Wschód".

 

Oznacza to, zauważył Маtuzow, że plany Ameryki obejmują zmianę granic i struktur politycznych w regionie, w tym także poprzez ingerencję z pozycji siły. Pod nóż poszły już – jak widzimy – Tunezja, Egipt, Libia, Jemen i Syria, ale na tym ten proces się nie zatrzyma. I na potwierdzenie tego są znowu udokumentowane dowody. W planach jest mowa także i o Arabii Saudyjskiej. Na mapach nowego Wielkiego Bliskiego Wschodu, opracowanych przez podpułkownika USA Ralfa Petersa, jest ona roczłonkowana na trzy państwa. Są to: sunnicka kultura, zapędzona na pustynię Rub al Khali, swego rodzaju "islamski Watykan" na miejscu Mekki i Medyny i ogromne szyickiе państwo, które obejmuje wschodnie obszary Arabii Saudyjskiej, (i) południowe części współczesnego Iraku i Iranu.

 

Dziś międzyreligijne sprzeczności przemieniają się w starcia w Bahrajnie. I chociaż obwinia się za to Iran, to nie jest wykluczone – jak powiedział nasz ekspert – że do tych wydarzeń przyłożyły rękę zachodnie służby wywiadowcze. I nie chodzi tu tylko o rejon Zatoki Perskiej. Podobny los czeka cały Bliski i Środkowy Wschód, a także Północną Afrykę.

 

Projekt zrekonstruowania Wielkiego Bliskiego Wschodu mógłby się wydawać pomysłem złego geniusza z hollywoodzkiego filmu. Jednakże pomysł ten jest już praktycznie realizowany. Obserwujemy to w ciągu prawie dwóch lat „arabskiej wiosny”.

 

Andrzej Ontikow”


Tłumaczenie - Grzegorz Grabowski

Komentarze obsługiwane przez CComment

Naród żydowski nigdy nie był wiele wart, jak mu to zresztą po tysiąc razy zarzucali jego wodzowie, sędziowie i prorocy. Mało posiada szlachetnych przymiotów, a wszystkie wady razem wziąwszy innych narodów. Cóż można bowiem o takim narodzie, który w swej wielowiekowej wędrówce znaczy tylko ślady zepsucia i wyzysku innych narodów? Nikt też się dziwić nie może, że nie mamy do żydów zaufania i że uważamy za obowiązek strzec naszej kultury od skażenia jej przez nich.
Johann Wolfgang von Goethe największy poeta niemiecki