foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Wobec kolejnego aktu odbierającego Polsce resztki suwerenności, Obóz Wielkiej Polski nie pozostał bierny. Mało kto spodziewał się, że z takim pośpiechem 10 października 2009 r. osoba pełniąca funkcje Prezydenta RP podpisze tzw. Traktat Lizboński. Vaclav Klaus, Prezydent Republiki Czeskiej, potrafi pozostać nieugiętym, niestety L.Kaczyńskiego to przerosło. Wobec tego tragicznego wydarzenia w chwili podpisywania tego haniebnego dokumentu, środowiska narodowo-patriotyczne, takie jak Suwerenność Polska, przybyły na manifestacje pod Pałacem Prezydenckim.

Wśród uczestników zabrakło jednak wielu tych, którzy tam być powinni. Ograniczyli się tylko do pisania listów, artykułów i odgrażania się Przeciwnikowi, z czego On sobie tylko drwi. Tak jak śmiała się Cała z opluwania polskiego Narodu do czasu, aż przyszliśmy pod miejsce gdzie ona i jej podobni łżą przeciw naszemu Narodowi. My nie zamierzamy ograniczać się do pisania protestów i w dalszym ciągu będziemy wychodzić na ulice. Tam gdzie jesteśmy potrzebni, tam gdzie brakuje innych, bądź przychodzą tylko nieliczni. To jest nasz obowiązek, polski narodowy obowiązek, który pozostaje nam tylko wypełniać.

 

Komentarze obsługiwane przez CComment

Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzmię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka z Polski - tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.
Donald Tusk miesięcznik ZNAK nr.11-12, 1987r.